Baumgartner nie daje spokoju - Auster zamienia stratę w cichą ulgę

Baumgartner nie daje spokoju - Auster zamienia stratę w cichą ulgę

FOT. Biblioteka Piaseczno

Paul Auster w „Baumgartnerze” bierze temat żałoby i nie robi z niego ciężkiego pomnika. Zamiast tego dostajemy opowieść miękką, intymną i zaskakująco żywą, w której smutek idzie ramię w ramię z czułością, a zwykłe drobiazgi codzienności potrafią nagle wybrzmieć bardzo mocno 🙂.

  • Hedonizm czytania - maj pokazuje, że z bólu też rodzi się przyjemność
  • Baumgartner zostaje z czytelnikiem na długo po ostatniej stronie

Hedonizm czytania - maj pokazuje, że z bólu też rodzi się przyjemność

W centrum tej książki stoi profesor filozofii Baumgartner, który po śmierci ukochanej żony Anny próbuje poukładać świat bez niej. Auster prowadzi tę historię tak, że strata nie przygniata czytelnika od pierwszej strony - raczej powoli otwiera drzwi do czegoś bardziej złożonego: pamięci, przywiązania i tego dziwnego mechanizmu, dzięki któremu człowiek nadal żyje, nawet kiedy wszystko się w nim rozsypało.

Tu nie ma wielkich fajerwerków, za to jest uważność na detale. Dzwoni telefon, przypala się obiad, ktoś staje w drzwiach - i nagle okazuje się, że życie nie robi przerwy nawet wtedy, gdy w środku trwa żałoba. Właśnie w takich momentach książka najmocniej trafia w czytelnika, bo pokazuje codzienność bez upiększeń, ale też bez rozpaczy rozlanej na całą stronę.

Auster buduje emocje z kontrastów. Jest samotność, ale nie ma całkowitego zamknięcia. Jest pustka, ale pojawia się też ciepło. Jest melancholia, ale obok niej czai się lekki, niemal absurdalny humor zwykłych dni. To sprawia, że lektura nie tylko porusza, ale też naprawdę wciąga - nie przez tempo, lecz przez napięcie między tym, co boli, a tym, co jeszcze trzyma człowieka w pionie.

Baumgartner zostaje z czytelnikiem na długo po ostatniej stronie

Najmocniej zostaje w głowie myśl, że relacje nie kończą się w chwili odejścia drugiej osoby. Trwają dalej w języku, w nawykach, w pamięci, w sposobie patrzenia na świat. Miłość nie znika - zmienia tylko kształt. I właśnie dlatego „Baumgartner” jest książką dla tych, którzy lubią literaturę spokojną, ale gęstą od znaczeń, taką, która nie krzyczy, tylko zostawia ślad.

To jedna z tych opowieści, po których człowiek zamyka książkę trochę ciszej niż zwykle. Nie dlatego, że chce natychmiast wrócić do smutku, ale dlatego, że Auster umie zrobić z niego coś niezwykle ludzkiego - opowieść o pamięci, codzienności i o tym, że nawet po stracie życie nadal domaga się uwagi.

na podstawie: BPMiG Piaseczno.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (Biblioteka Piaseczno). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.